To co przeżyłam to moje....dobrze, że dogadałyśmy się ze Szwagierką która dwa dni przed przyjęciem do szpitala uświadomiła mi, że to będzie regularna operacja.
Przeglądnęłam tysiące stron o badaniu drożności i jakoś nigdzie nie wyczytałam o laparoskopii z chromotubacją. Czyli badanie/ udrożnianie jajowodów w znieczuleniu ogólnym.
Trzydniowa, moja pierwsza wizyta w szpitalu i od razu z pełną pompą....
Narkoza, blok operacyjny... Dobrze, że pod okiem ulubionego lekarza S.
Po tym pobycie jestem tym bardziej nim zachwycona. Szkoda, że nie ma specjalizacji w leczeniu niepłodności. Tak bardzo nam pomaga...jest ciepły i serdeczny. Jego żarty zawsze rozładują napięcie, wstyd i zażenowanie.
Po raz pierwszy, na skierowaniu, zostało napisane - NIEPŁODNOŚĆ. Paskudne słowo...teraz wciąż mam je przed oczami... Leczenie niepłodności....!!!!!
Laparoskopia z chromotubacją.
Zostałam przyjęta na odział ginekologiczny rano. W tym samym dniu zostały wykonane podstawowe badania krwi, wywiad z anestezjologiem i EKG. Wszystkie były ok.
Wieczorem zostałam uraczona preparatem na przeczyszczenie, flaszka z płynem do szybkiego opróżnienia. Smak paskudny...ale preparat skuteczny :/
Na drugi dzień rano, otrzymałam tzw "głupiego jasia", zostałam zacewnikowana, zawenflonowana i po chwili zabrana na salę operacyjną. Tam podano mi narkozę i po jej podaniu pamiętam dokładnie 3 oddechy... Obudziłam się w sali pooperacyjnej, kiedy zostałam poproszona o pomoc w przeniesieniu się na łóżko.
Po narkozie, zostałam nacięta w pępku i dwa nacięcia tuż nad wzgórkiem łonowym. Przet te otwory zostały wprowadzone urządzenia, oraz 2,5 l gazu, który rozdął mój brzuch i pozwolił "wszystko zobaczyć" Na koniec zostały założone 4 szwy.
Bólu nie czułam żadnego, nawet kiedy doszłam już do siebie... Pod wieczór zaczęła boleć mnie głowa, i po próbie wstania zwymiotowałam.... Otrzymałam leki przeciwbólowe i kolejny zastrzyk w pupę, przeciwwymiotny...
Jakie to jest żenujące. Było mi strasznie wstyd, przed mężem i położną pielęgniarką, która się mną zajmowała. Czułam się bezradna, słaba i brudna.... Ja, która zawsze trzyma się twardo...
Wieczorem zostałam uwolniona od cewnika - paskudne uczucie,.....brrr
i do rana spałam jak dziecko. Rano czułam się dość dobrze i zostałam wypisana do domu. Prawie natychmiast po wyjściu ze szpitala, zalałam się krwią. Przerażona zadzwoniłam do lekarza, który stwierdził, że nie jest to normalne, ale....nie mam się niepokoić i poczekać do następnego dnia. Dopiero popołudniem rozpoczęły się okropne bóle promieniujące do prawego barku, jak się później dowiedziałam od lekarza, to dość powszechne po laparoskopii.
Dziś wciąż krwawię, byłam u lekarza, ale chyba nie chciał mnie męczyć kolejnymi badaniami i wspólnie ustaliliśmy, że jeżeli nie krwawienie nie ustąpi do jutra, to mam się ponownie u niego stawić.
Wynik badania - idealny. Jak lekarz stwierdził - książkowy :/
Z jednej strony bardzo mnie to ucieszyło....a z drugiej - to znów nie to. Lekarz coraz częściej zaczyna wspominać o tym, że być może wytwarzamy przeciwciała....i albo mój organizm, albo organizm T. atakuje plemniki i nie pozwala na zapłodnienie.
Znów zaczynam się obawiać co teraz...
Na razie, czekamy na zakończenie tego cyklu, lekarz nie widzi przeciwwskazań do starań się w tym cyklu....ale na razie...po prostu nie mam ochoty....
Wszystkie te badania, lęki i obawy, powodują, że seks nie jest przyjemny, Jest złem koniecznym...
Jestem po długiej rozmowie z lekarzem S. Jego sugestia sprawiła, że jednak zdecydujemy się na klinikę w Gdańsku INVICTA. Mamy umówić się na wizytę, pojechać z badaniami i wynikami jakie posiadamy....i zgłosić się do lekarza, jak będziemy wiedzieć co nas jeszcze czeka.
Być może będzie mógł dla nas zlecić jakieś badania na NFZ. Anioł nie człowiek.... nawet jeżeli nie oceniam go TYLKO jako lekarza, ale również jako człowieka. Jest taki normalny. Myślę, że moglibyśmy się z nim zaprzyjaźnić...
Teraz czekamy na zakończenie krwawienia, zakończenie cyklu i na początku kolejnego znów zawitam do Doktorka - tym razem po skierowanie na badanie AMH - rezerwy jajnikowej.
To są badania podstawowe, które będą potrzebne do kliniki.
Coraz częściej zastanawiam się, dlaczego MY?....czemu NAS to spotyka...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz