Do wizyty w Klinice już bardzo niewiele czasu.
Dokładnie 10 dni....
Życie zawsze coś skomplikuje..... Od lat, cykle regularne jak w zegarku....jak co miesiąc odwiedzałam mego doktorka Karolka w celu podglądnięcia jak tam mają się jajeczka...... a dokładniej to jedno!
A temu się nie spieszyło.....zaliczyłam dokładnie 5 wizyt. Pęcherzyk dojrzał do gigantycznych 27 mm.
Dziś okazało się, że w końcu pękł, doktorek paczał w ten ekran, jak gdyby oglądał wciągający film akcji, nie wytrzymałam i uśmiałam się do łez.
W każdym razie owulacja była tym razem aż w 21 dniu cyklu ( może to wina leków, które przyjmuję na zbyt wysoką prolaktynę....)
Oczywiście rejestrując się do kliniki, wyliczyliśmy, aby wizyta wypadła w 2 dc.... To sie może jednak nie udać....
Jestem zdeterminowana.... Jedziemy, komplet dokumentów gotowy (jeszcze tylko ksero dokumentacji dot. jednej spapranej inseminacji)
Wykonaliśmy w tym miesiącu kawał roboty, długi cykl i codziennie miałam nadzieję, że to dzień wielkiego pęknięcia...więc i bzzzyku było sporo. Celowo nie piszę, że było fajnie, bo im głębiej w las, tym więcej przymusu.
Młodości, czemu nie może być jak 10 lat temu ? Przyjemność i beztroska....
Szkoda gadać
ostatni wyjazd weekendowy, nadużycie przeze mnie alkoholu, rozluźnienie...wszystko było tylko dla mojej satysfakcji.
Dzięki temu spędziliśmy cudowny weekend, zwiedziliśmy fajne muzeum, nasyciliśmy oczy...
Poznaliśmy świetnych ludzi.....
A to, że, cała robota na nic............. Małż wściekły, odebrał dziś swoje wyniki.....
....................
Czarna d..... Wyniki marne, dużo gorsze niż pierwsze, które już wtedy nie były najlepsze....
Wg słów Karolka, szanse na zapłodnienie naturalne niewielkie. Mała liczba wojowników, to nie największy problem, ponieważ ich liczbę można farmakologicznie zwiększyć ( sterydy,hormony itp...), pytanie tylko z jakim rezultatem. Sztucznie naładowane....
Największym problemem jest znikoma liczba prawidłowo zbudowanych żołnierzy.
Naszła mnie myśl, że mój organizm chyba jednak działam bardzo poprawnie, nie dopuszczając do siebie uszkodzonych osobników.
Natura to cudowna istota. Całe szczęście, że medycyna potrafi zrobić naturę na szaro. Po odpowiedniej selekcji z milionów zostanie wyłowione TE kilka zdrowych.
Paradoksalnie, chyba ucieszył mnie ten wynik. Jest tak paskudny, że łapiemy się na jedno z kryteriów rządowego programu in vitro. Mam szatański plan, jeżeli nie będzie to niezbędne, nie pokazywać wcześniejszych badań Małża... Bywały lepsze i chwała im.
Ja już nie chcę czekać na CUD NATURY.
Nie wierzę, że uda nam się począć naturalnie
Chcę, aby lekarze wzięli sprawy w swoje ręce, aby zbadali, wyciągnęli co potrzebują i umieścili co trzeba,tam gdzie trzeba. Chcę aby ktoś zdjął problem z mojej głowy.
Po tym wszystkim co przeszłam, nie boję się niczego, poza nieprzyjęciem nas do programu.
Odliczam czas... 10 dni
piątek, 26 września 2014
czwartek, 18 września 2014
Klinika Leczenia Niepłodności
Po wizycie u onkologa.
Wyniki super, zdiagnozował gruczalowłókniaka łagodnego. Podobno nic strasznego. Za pół roku kolejna wizyta, aby sprawdzić, czy się gnojek nie powiększa. Jeżeli sie powiększy będzie to wskazanie do usunięcia...
Na razie się tym nie przejmuję. Zacznę po nowym roku :)
Niestety ani pozytywna wizualizacja, ani modlitwy niektórych członków rodziny, ani zaklinanie doktora nie przyniosły skutku, czyli "Znowu się nie udało" - chyba nie lubię tych słów :/
W 29 dniu cyklu przyszła krwawa małpa...
Najgorsze jest to, że w ogóle mnie to nie obeszło....nic, żadnych emocji....
Po prostu, dostałam okres i tyle...
Jestem znów po wizytach u mojego lekarza - Anioła. Znów monitoring no i interpretacja kompletu wyników badań hormonalnych.
Prawie wszystko w normie....poza prolaktyną, którą mam podwyższoną.
Na moje pytanie, co to może powodować - mój lekarz, rzucił tylko szybkie, krótkie warknięcie - "NIEPŁODNOŚĆ"....
Na razie stanęło na zapisaniu mi leku "Bromergon". Lek ma kiepskie działanie na organizm, ale.....czego się nie zniesie, w imię wyższych celi ????
Po zażyciu jestem nieziemsko cofnięta.....zwolniona, skołowana. No i mam zapchany nos :) Poza tym, że jestem nie do życia, to jeszcze jestem zasmarkana.... Cudo :)
Wyniki mojego Połówka nie powalają na kolana.
Mimo odpowiedniej ilości żywych plemników, prawidłowych parametrach i "ble, ble ble".....
niestety z pierwszego ( przed sterydowego badania) rozszerzonego wyniku badań wynika, że tylko 4% z nich jest prawidłowo zbudowanych, bez wad. Drugie badanie (po "Provironie" było badaniem podstawowym i nie wiemy, ile z nich było zbudowanych prawidłowo)
No i Doktor stwierdził, że prawdopodobieństwo zapłodnienia tym "ZDROWYM" plemnikiem jest niewielkie....
Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że w końcu umówiłam nas na wizytę do Kliniki Leczenia Niepłodności INVICTA w Gdańsku.
Miła pani, założyła nam karty, poinformowała, że pierwsza wizyta kwalifikacyjna (do rządowego programu) powinna odbyć się od 1 - 3 dnia cyklu maksymalnie od 1 - 5 dnia cyklu.
Zostaliśmy umówieni na 06.10.2014
Na pierwszą wizytę w tej klinice, należy zabrać ze sobą całą dostępną historię dotychczasowego leczenia, plus aktualne ( z ostatnich trzech miesięcy ) badanie AMH (rezerwa jajnikowa) i podstawowe badanie nasienia.
AMH to badanie rezerwy jajnikowej, u mnie w normie, jeszcze nie zaczęłam przekwitać :)
Na wyniki badań nasienia czekamy. Powinny być jeszcze w tym tygodniu.
No i czekamy na wizytę.
Stres ogromny, bardzo boję się, że nas odrzucą, że się nie zakwalifikujemy,
że czekają nas kolejne podwójnie bolesne badania.
Po pierwsze bolesne, bo badania nie należą do przyjemności, po drugie bolesne finansowo...
Wszystko zależy od tej wizyty i lekarza ( w naszym przypadku chyba lekarki), jego interpretacji.
Do tego czasu....czekamy, czyli coś co lubimy najbardziej.....
Oczywiście w dalszym ciągu monitorujemy cykl i staramy się naturalnie....ponoć CUDA się zdarzają, również w naturze.....
Wyniki super, zdiagnozował gruczalowłókniaka łagodnego. Podobno nic strasznego. Za pół roku kolejna wizyta, aby sprawdzić, czy się gnojek nie powiększa. Jeżeli sie powiększy będzie to wskazanie do usunięcia...
Na razie się tym nie przejmuję. Zacznę po nowym roku :)
Niestety ani pozytywna wizualizacja, ani modlitwy niektórych członków rodziny, ani zaklinanie doktora nie przyniosły skutku, czyli "Znowu się nie udało" - chyba nie lubię tych słów :/
W 29 dniu cyklu przyszła krwawa małpa...
Najgorsze jest to, że w ogóle mnie to nie obeszło....nic, żadnych emocji....
Po prostu, dostałam okres i tyle...
Jestem znów po wizytach u mojego lekarza - Anioła. Znów monitoring no i interpretacja kompletu wyników badań hormonalnych.
Prawie wszystko w normie....poza prolaktyną, którą mam podwyższoną.
Na moje pytanie, co to może powodować - mój lekarz, rzucił tylko szybkie, krótkie warknięcie - "NIEPŁODNOŚĆ"....
Na razie stanęło na zapisaniu mi leku "Bromergon". Lek ma kiepskie działanie na organizm, ale.....czego się nie zniesie, w imię wyższych celi ????
Po zażyciu jestem nieziemsko cofnięta.....zwolniona, skołowana. No i mam zapchany nos :) Poza tym, że jestem nie do życia, to jeszcze jestem zasmarkana.... Cudo :)
Wyniki mojego Połówka nie powalają na kolana.
Mimo odpowiedniej ilości żywych plemników, prawidłowych parametrach i "ble, ble ble".....
niestety z pierwszego ( przed sterydowego badania) rozszerzonego wyniku badań wynika, że tylko 4% z nich jest prawidłowo zbudowanych, bez wad. Drugie badanie (po "Provironie" było badaniem podstawowym i nie wiemy, ile z nich było zbudowanych prawidłowo)
No i Doktor stwierdził, że prawdopodobieństwo zapłodnienia tym "ZDROWYM" plemnikiem jest niewielkie....
Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że w końcu umówiłam nas na wizytę do Kliniki Leczenia Niepłodności INVICTA w Gdańsku.
Miła pani, założyła nam karty, poinformowała, że pierwsza wizyta kwalifikacyjna (do rządowego programu) powinna odbyć się od 1 - 3 dnia cyklu maksymalnie od 1 - 5 dnia cyklu.
Zostaliśmy umówieni na 06.10.2014
Na pierwszą wizytę w tej klinice, należy zabrać ze sobą całą dostępną historię dotychczasowego leczenia, plus aktualne ( z ostatnich trzech miesięcy ) badanie AMH (rezerwa jajnikowa) i podstawowe badanie nasienia.
AMH to badanie rezerwy jajnikowej, u mnie w normie, jeszcze nie zaczęłam przekwitać :)
Na wyniki badań nasienia czekamy. Powinny być jeszcze w tym tygodniu.
No i czekamy na wizytę.
Stres ogromny, bardzo boję się, że nas odrzucą, że się nie zakwalifikujemy,
że czekają nas kolejne podwójnie bolesne badania.
Po pierwsze bolesne, bo badania nie należą do przyjemności, po drugie bolesne finansowo...
Wszystko zależy od tej wizyty i lekarza ( w naszym przypadku chyba lekarki), jego interpretacji.
Do tego czasu....czekamy, czyli coś co lubimy najbardziej.....
Oczywiście w dalszym ciągu monitorujemy cykl i staramy się naturalnie....ponoć CUDA się zdarzają, również w naturze.....
Subskrybuj:
Posty (Atom)