środa, 18 lutego 2015

czego człowiek nie wiedział

Przezierność karkowa w normie, kości nosowe są.
Dopiero teraz człowiek zaczyna zdawać sobie sprawę, jak ważne są tak maleńkie kości, jak kość nosowa u płodu...
Będę uczyć się do końca życia

Ważna wizyta za nami...
Choć nie odbyło się bez wpadek, tym razem Karola - lekarza...
Badał nas bardzo dokładnie, mierzył itp...Gzub się wiercił, więc było dość ciężko, po skoczonym badaniu z ulgą zabiera głowicę....kiedy pytam o drugie dziecko....
Zapadła bardzo krępująca cisza, Karol gapi się na mnie z wybałuszonymi oczami i widzę, że zaczyna przetrawiać moje pytanie....
Drugi ????..... po sekundzie, domyśla się o co chodzi....że przecież to bliźniaki i jest jeszcze jeden płód do zbadania.

Widzieć jego skrępowanie - bezcenne. Śmialiśmy się tak, że mało głowicy nie połamałam.

Widzieliśmy nasze Gzuby, widzieliśmy jak się ruszają, niesamowite. Takie malutkie ludziki, choć na razie przypominają małe szkarady...

Chyba zaczyna do nas docierać, że ZOSTANIEMY RODZICAMI!!!
Rodzicami dwójki dzieci...

Lęk miesza się z radością, ale zaczynam zdawać sobie sprawę, jak wiele szczęścia mieliśmy.

poniedziałek, 16 lutego 2015

12 tydzień

Za nami 11, z wielu powodów, trudnych tygodni ciąży.

Początkowa radość, szybko została zastąpiona strachem i lękiem. 

O utrzymanie naszych Gzubów.

Od początku ciąża jest zagrożona
 Kiedy jeden krwiak się absporbował, tudzież - chlustał ze mnie krwią, w jego miejsce tworzy się nowy.
Od 7 - 8 tygodnia ciąży wciąż mam brązowe upławy, które mają znaczyć, że krwiaki zanikają.
Ostatnie badanie, prawie 3 tygodnie temu, potwierdziło, że zarodki rozwijają się prawidłowo.

Jutro kolejne badanie USG, a potem prawdopodobnie, badania prenatalne.
Niby jestem spokojna, ale gdzieś z tyłu głowy, czai się lęk.

Lęk o zdrowie maluchów, 
lęk o to jak sobie damy radę, 
lęk o finanse.

Objawy I trymestru powoli zanikają
 ( to dobrze ???? czy źle ????? kiedy czułam mega mdłości, kiedy wymiotałam ;) - czułam, że wszystko rozwija się dobrze, teraz kiedy mdłości ustępują, pozostaje tylko zmęczenie, choć i ono już nie jest takie duże jak poprzednio, brązowe upławy zanikają, zastanawiam się, czy z dzieciakami wszystko ok, czy ciąża rozwija się prawidłowo....)

Robię się coraz większa/ grubsza/cięższa....
To też nie jest dla mnie łatwe. Odkąd schudłam 23 kg, każdy dodatkowy gram traktowany był jak intruz. Teraz , kiedy zabroniono mi wszelkiej aktywności fizycznej , z rzadka wybieram się na spacer, bo zazwyczaj po  3 - 4 godzinach w pracy jestem już zmęczona, dieta redukcyjna zastąpiona została czymś w rodzaju zdrowej diety, liczba kalorii wzrosła....
kilogramy przybywają jak szalone. 
Martwię się, że tyję za bardzo.... Psycha siada....

Przegląd okolicznych sklepów z akcesoriami dla dzieci, też przyprawił nas o ból głowy...
Ale przynajmniej wiemy juz jaki wózek potrzebujemy, wiemy jakie meble będą nam niezbędne, zaczynamy kupowanie wyprawki.
Wiem, że wcześnie, ale zostało nam zaledwie 6 miesięcy ( choć pewnie mniej), koniec ciąży przypadnie na środek lata, a ja będę ociężała, podróże nie będą wskazane, więc trzeba być przygotowanym wcześniej.

Teraz głownie czekamy na badania prenatalne ( a raczej na ich rezultaty) zaciskając kciuki, aby wszystko było ok,
czekamy również na badania określające płeć dzieci. Bardzo jesteśmy ciekawi. Oboje liczymy na parkę, potem Pan Tata chciałby dwóch synów, a ja oczywiście dwie córeczki...


I tak mija nam czas....zawsze jest powód do zmartwień....

Ale jest też radość, może wciąż trochę przedwczesna...wraz ze wzrostem ciążowego brzuszka, rośnie nasza ekscytacja...
Cieszymy się i lękamy równocześnie.
Dopiero dociera do nas, jak wielkim wyzwaniem będą nasze bliźniaki. 

piątek, 9 stycznia 2015

dwukropek.......

Dwa...
Dwa zarodki...
Jak wszystko będzie ok...dwoje dzieci. Naraz !!!!
Przecież chcieliśmy, zdecydowaliśmy się na dwa zarodki!!!!
Tyle, że żadne z nas nie dowierzało, że oba się przyjmą.


Stres...podwójny
Niedowierzanie...
Radość....podwójna....

Co myśmy narobali ???

Wynik bHCG na badaniu 05.01 - 12 377 mlU/ml
Lekarz po spojrzeniu na wynik, skomentował, że "na jednym nie poprzestałam!! " - hehe - jak gdyby to ode mnie zależało.
Na usg widoczne były dwa pęcherzyki jeden 0,72 mm, drugi 0,65 mm. Wpadliśmy w nerwowo-głupkowaty humor, żartowaliśmy nie dowierzając...
Po raz pierwszy lekarz nam pogratulował, a Tomek pogratulował lekarzowi, w końcu to ich sukces :)
Od następnego dnia nastąpiło radykalne pogorszenie mojego samopoczucia, co drugi dzień jest inaczej. Sama nie wiem, czy potwierdzenie ciąży to spowodowało.
Czuję się jak gdybym miała kaca połączonego z zatruciem pokarmowym.
Totalny brak sił, niemoc...
Po pracy mobilizuję się aby iść na godzinny spacer z psem, a potem leżę na kanapie i przysypiam jak emerytka.
jest to dla mnie tak nowe doznanie, brak energii i sił, że ciężko mi się z tym mentalnie pogodzić.
Wciąż mam wyrzuty, że robota czeka, a ja leżę....
No cóż, na razie nasze dzieciory to wampiry energetyczne.
Ciąża to "stan błogosławiony" czas spokoju, piękna i radość.....już się nie dam nabrać.....
Jak na razie to nic przyjemnego, czekam na to uczucie "błogosławieństwa"

Dotychczas uważałam, że ciąża to nie choroba, ale życie szybko to zweryfikowało...niestety na moją niekorzyść....
Paskudne samopoczucie psuje mi odrobinę radość...choć cieszyć będę się za 1,5 miesiąca, kiedy miną magiczne 3 miesiące, przez które wszystko może się zdarzyć.
A jeszcze bardziej cieszyć się będę po porodzie.

czasem boję się, jak będe znosić tę ciążę, jak dam radę prowadzić firmę, jak przyjmie tę wiadomość mój kierownik/opiekun...

Teraz chwilami rozmawiamy o wózkach, łóżeczkach, wyprawkach i łapiemy się za głowę,
będzie wesoło :)

Tym razem czekamy na kolejne badanie (12.01) USG, będzie -
BĘDĄ, a nie będzie... Będą widoczne dwa serduszka :)
Czyli, czekamy na kolejny poniedziałek


  

wtorek, 30 grudnia 2014

34 dzień cyklu.....

Boję się.....
Cieszę się....
Stresuję....
Nie dowierzam....
Cieszę się.....
Nic nie czuję.....

Dziś 34 dzień cyklu.
18 dzień po zapłodnieniu
13 dzień po transferze 2 zarodków (blastocyst, tak "TO" się fachowo nazywa.

Wynik badania bHCG z 3 dpt - 1,2 ml
Wynik badania BHCG w 6 dpt - 34 mlU/ml
Wynik badania bHCG w 10 dpt - 255 mlU/ml
Wynik badania bHCG z wczoraj, 12 dpt -  783 mlU/ml

Święta minęły w fajnej atmosferze....sami nie wiemy czy już można się cieszyć, czy cieszyć się dopiero na zakończenie I trymestru, czy dopiero po porodzie.

Od 12.12.2014 - dni pamiętam jak przez mgłę i to wcale nie z powodu leków....pobranie - udało się pobrać 5 komórek....
mało, to czy dużo ???? Stres...
Przez 5 dni nie wiadomo było, czy pobrane komórki uda się zapłodnić, czy przeżyją, czy będą się, one tez zapłodnione zarodki rozwijać....
W dniu transferu okazało się, że 3 z nich są świetne. W najlepszym stadium rozwoju, bardzo dobrze rokujące.
Dwa zostały podane.
I  znów zaczął się stres....czy się zagnieżdżą, czy przeżyją, czy będą się rozwijać....
I najgorsze w tym wszystkim to, że człowiek nic nie czuje...

Nic z tych rzeczy co to inne piszą, że zaraz po bzykanku, mają mdłości, że śpiące, że blebleble....
Wspominałam już, że w tym przypadku fora internetowe to SAMO ZŁO ????
Ja nie czuję nic.

Pierwsze badanie - po 3 dniach, tylko po to aby sprawdzić poziom hormonów - decyzja - zwiększamy dawkę końską na dawkę mamucią...
Drugie badanie - od momentu oddania krwi do opublikowania wyniku na stronie - 3 godziny mdlącego stresu, zaciskania palców i wpatrywania się we wciąż odświeżaną stronę portalu na malutkim ekranie telefonu (dziękuję za smartfony z dostępem do internetu - paraliżujący stres odczuwałam tylko 3 godziny !!!)
Jest - 34 ... Śmiałam się i płakałam jednocześnie, najpierw radość i euforia, która natychmiast zmienia się się w paraliżujący strach, czy zagnieżdżone zarodki będą się rozwijać, czy przeżyją

I taki rollercoster przez całe święta...kolejny wynik, beta wzrosła, lekarz podczas konsultacji telefonicznej na moje pytanie, czy wynik 255 to ciąża, spokojnym głosem odpowiada, że tak , to CIĄŻA BIOCHEMICZNA....
I znów paniczny strach ściska mi gardło, bo to hasło kojarzy mi sie tylko z poronieniami...
Lekarz tłumaczy tonem znużonym (przecież dla niego, to oczywiste, dla mnie też POWINNO być oczywiste), że ciążą biochemiczna nazywa się ciąże wykrytą tylko za pomocą hormonów z surowicy, niepotwierdzoną badaniem USG z wykrytym pęcherzykiem ciążowym.
Niby wytłumaczył - fora internetowe to SAMO ZŁO, hasło ciąża biochemiczna kojarzyć mi się już zawsze będzie z ciążą zagrożoną...
W domu płacz, stres.... 
Tym razem zmolestowałam w niedzielę mojego lekarza, wprosiłam się na kolejne badanie bHCG po 24 godzinach.
Po prostu musiałam się przekonać, że przyrasta, bo póki co tylko to oznacza prawidłowy rozwój pęcherzyka.
Przyrost jest, ładny, duży.....na usg pęcherzyk jeszcze niewidoczny, ale jest na zbyt szybko, to dopiero maksymalnie 9 dzień od zagnieżdżenia, a minimalnie 7 dzień. Zbyt szybko
Mam nadzieję że tym razem wytrzymam w spokoju do 05.01. 2015 i wizyty z USG w Klinice, mam nadzieję, że pęcherzyk będzie widoczny....

Normalnie rodzice zaczynają martwić się o swoje dzieci trochę później...

Kiedy czuję ból brzucha to się martwię, jeszcze bardziej się martwię kiedy brzuch mnie nie boli....
Pan Mąż odczuwa do bardzo podobnie, stresujemy się oboje, choć on stara się być tym, który mnie uspokaja, jak mam prawo do panikowania, on nie :)

Człowiek, dla upragnionego szczęścia jest w stanie przeżyć wiele...





czwartek, 11 grudnia 2014

12.12.2014 - pick-up

Podczas wczorajszej wizyty u lekarza, okazało się, że jednak zdrowa jestem jak koń ( a może klacz -rozpłodowa ;) )
Wyniki badań - super, parametry hormonów prawidłowo przyrosły.
Usg jajników super. Jajniki są, pęcherzyki są, urosły - więc

w "piątek" , godz 10 "PICK-UP"

Teraz czas dzielimy na ten "przed piątkiem", "piątek" i "po piątku" !

Znów dostałam  stertę recept. 
Kilka do wykupienia od razu, kilka na piątek a jeszcze kilka , na po piątku.

Lekarz wypisał refundowane leki, ale niestety końska dawka luteiny "dowcipnej" nie jest przez polski rząd refundowana i takim oto sposobem, za ten tę ilość i dawkę leku, jaka będzie nam potrzebna zapłaciliśmy 360 zł.
Dostałam tez Pregnyl - zastrzyk na wywołanie kontrolowanej owulacji, który musiałam przyjąć o 22 w środę. Zastrzyk oczywiście musiałam sobie sama przygotować i sama podać.
Wielką strzykawką w mój zmasakrowany brzuch.
Każdy nowy lek, zwłaszcza w zastrzyku wywołuje u mnie napady stresu. Łapy trzęsły mi się, jak alkoholikowi w końcowej fazie delirium tremens...
Jak w takich warunkach przygotować i podać lek ???? Przede wszystkim - szybko.
Do godziny 22 czas dłużył się niemiłosiernie. W normalny wieczór dawno oddalibyśmy się z Panem Mężem w objęcia Morfeusza, a spowici byliśmy objęciami stressssu.
Pan Mąż dzielnie czekał ze mną na godzinę W, wspierając mnie mentalnie, z lekka czasem tylko  pochrapując :)

Chwilowo mam już dość dolegliwości brzuszno-odbytowych.
Od kilku dni, brzuch boli mnie bez przerwy, promieniując do pleców i łopatek, 
chwilami kłując i masakrując bok i jajniki rozgrzaną igłą...
Wytrzymać jeszcze tylko do jutra...
Mam nadzieję, że po pobraniu moje dolegliwości odejdą w zapomnienie.

Gdzieś za rogiem czai się stres ze strachem....czy pobrane pęcherzyki uda się zapłodnić, czy one przeżyją i  będą się rozwijać prawidłowo.....

U niektórych strach i niepokój o zdrowie dzieci zaczyna się jakiś czas po poczęciu, podczas ciąży.
U nas zaczyna się dużo wcześniej.

wtorek, 9 grudnia 2014

akcja trwa

Minęło tak wiele czasu, tak wiele się wydarzyło.
Tyle razy odwiedziliśmy klinikę, że chyba nie jestem tych wszystkich razów, w stanie zliczyć.

Wykupiliśmy program All Inclusiv mini (w pakiecie nie ma leków do stymulacji - leki są refundowane)
03.11 otrzymałam receptę na lek antykoncepcyjny Ovulastan - 21 tabletek (cena ok 12 zł), w celu uspokojenia jajników, potem po 14 dniach, podczas kolejnej wizyty zostały mi zapisane kolejne leki 
Gonapeptyl w zastrzyku co 2 dni, aby zapobiec niekontrolowanej owulacji

Leki anty i zastrzyki robione samemu w brzuch, spowodowały, że czuję się średnio.
Mam okropne mdłości, bóle głowy, huśtawki nastroju, co w zasadzie nie jest dla mnie nowe, ale odczucia są bardziej intensywne. Wkurzam się z prędkością huraganu. 
Staram się nad sobą panować, ale czasem nie daję rady. Najgorzej jest w pracy - przedstawiciele handlowi, różni fachoffffcy - którzy w normalnej sytuacji doprowadzają mnie do szefskiej pasji, teraz wywołują we mnie uczucia zgoła mordercze. 
Jeżeli to się nie skończy, w końcu komuś przegryzę aortę.

Biedy Pan Mąż - musi znosić moje nerwy. 
najgorsze jest chyba jednak rozkojarzenie. Jestem wg, słów Pana Męża "roztrzepana jak jajo na jajecznicę"
Czasem miotam się jak szalona, co chwilę o czymś zapominając....
Dla mnie to wielkie wyzwanie, niestety mój perfekcjonizm doprowadza mnie do podwójnej rozpaczy.

Same wizyty w Klinice, też są bardzo  stresujące. Czeka człowiek w kolejkach, bo panie rejestratorki, zapisują ludzi do lekarzy w dniach zabiegowych, pomiędzy zabiegami.
Jak wiadomo, wystarczy chwila poślizgu podczas zabiegu (co jest w zasadzie na porządku dziennym - zabiegi rządzą się swoimi prawami)  i człowiek czeka godzinami. 
Każda wizyta w Klinice rozpoczyna się od oddania krwi do badań. Na wyniki czeka się 3,5 h, więc musimy tak organizować przyjazd, aby być minimum 3,5 godziny wcześniej przed wizytą.
Potem się człowiek szwęda po mieście, pół biedy, jak jest ładna pogoda, co w listopadzie i grudniu ma miejsce niezwykle rzadko,łazimy więc po okolicznych galeriach, a w ślad za nami łażą ochroniarze, pewnie myśląc, że mamy zamiar obrobić, któryś z butików. 

01.12 grudnia, na wizycie odbyło się USG, które nie wykazało, żadnych patologicznych zmian w moim organizmie.
Wszystko jest ok, oczywiście wszelkim zabiegom, badaniom, zastrzykom poddawana jestem ja.
Pan Mąż tylko mi towarzyszy....
Zresztą wszędzie wołają tylko mnie...tak, jak gdyby on nie był im do niczego potrzebny...

Dostałam kolejny lek, tym razem rozpoczęliśmy stymulacje, aby jajniki wytworzyły jak najwięcej pęcherzyków. 
Jest to kolejny lek w zastrzyku - Menopur 150 jednostek. Podawany codziennie w brzuch.
Brzuch pocięty mam jak sitko... 
Na szczęście po otrzymaniu recepty - udało mi się zachować przytomność umysłu i spytałam, gdzie można kupić owe leki, bo jakoś nie wydaje mi się, abym dostała je w swoim mieście w sieciowej aptece.
Klinika ma swoją aptekę, w której można otrzymać wszystkie leki.
Przy wykupowaniu recepty stałam zatrwożona, kiedy pani nabijała lek na kasę - 1600 zł.

Cena zaporowa za 6 zastrzyków. Na szczęście lek mamy refundowany, więc ostatecznie zapłaciliśmy 300 zł.
Przez tydzień kłułam swój brzuch 2 razy dziennie. Jeden zastrzyk rano, drugi wieczorem.
I tym razem rozpoczęła się jazda....boli mnie na zmianę brzuch z plecami. Huśtawki nastroju osiągnęły apogeum (mam nadzieję ), ryczę jadąc do pracy, bo w radio nadali sentymentalną piosenkę.
Wkurw też osiąga apogeum - bardzo łatwo wyprowadzić mnie z równowagi, do tego mega mdłości - i mamy mieszankę wybuchową.

Wczoraj odbyła się kolejna wizyta, byliśmy oboje z Panem Mężem zestresowani - nocka nieprzespana - chyba zaczynamy się przejmować.
Tym razem mieliśmy na USG dowiedzieć się jak organizm reaguje na stymulacje.
Te kilkanaście minut przed gabinetem, ucisk stresu na jelito grube i cienkie, rozwolnieniowy ból brzucha....
i w końcu USG.
W Prawym jajniku 3 pęcherzyki (9-12 mm), w lewym 5 pęcherzyków (10-14 mm) endometrium ładne 8 mm
Pani doktor zadowolona, chociaż lewy jajnik schował sie przed nią gdzieś za macicą....
Podczas badania ból był ogromny, z bólu zostałam uniesiona na głowicy usg, tak, że lewitowałam nad fotelem.....
upociłam się z bólu i z nerwów...ale co tam.
Najważniejsze, że pęcherzyki są w ilości 8 szt!!!
Są jeszcze zbyt małe na pobranie, dostałam więc kolejną, zwiększoną dawkę leku na stymulację. 
Zaś przepuściliśmy mnóstwo kasy w aptece. 
Na chwilę obecną jeszcze 4 zastrzyki przede mną.
W środę, czyli już jutro kolejna wizyta kontrolna i w piątek pobranie.
Po wieczornym zastrzyku, dziś rano nie wiedziałam co mnie bardziej boli, brzuch, jajniki czy plecy.
Ale w tym przypadku, ból to dobry znak.
Znak, że coś się dzieje.  

Oby do piątku....
Potem zacznie się STRESSSS!!!!!


wtorek, 4 listopada 2014

zaczęło się....

Matko jedyna....zaczęło się!!!

Wczorajszy dzień był pełen wrażeń. 
Pani w recepcji, jak się spodziewałam niestety nie grzeszyła kompetencją. Pomijając fakt, że zostaliśmy drugi raz zarejestrowani na ponowną wizytę kwalifikacyjną do rządówki.
Na szczęście zachowałam przytomność umysłu - grzecznie wytłumaczyłam Pani, że chcemy po prostu porozmawiać o komercyjnym programie z LEKARZEM!!

Sposób potraktowania nas z jednej strony pozostawia troszkę do życzenia.
Pani doktor (Sowińska) udawała, że nas pamięta.... Natomiast test z pamięci oblała. Pomyliła na maksa przypadki (założyła, że problem jest ze mną )

Kiedy wspomnieliśmy o komercyjnym programie, zaproponowała nam najtańszą wersję, w której skład nie wchodzą prawie żadne procedury - szybko wypytałam jakie procedury zostaną w naszym przypadku wykorzystane i wtedy już okazało się, że standardowy program można rozbić o kant d....

Dość szybko okazało się, że załapaliśmy się na długi protokół z antagonistami GnRH czyli najpierw będę wyciszana środkami antykoncepcyjnymi, co rozpoczęło się wczoraj,  potem, po 14 dniach (17.11) zostanie włączony kolejny lek agonista GnRH (Gonapeptyl, Decapeptyl lub Dipherelina), które hamują przedwczesny wyrzut LH (przedwczesną owulację) i stosowane są w celu rozpoczęcia wzrostu pęcherzyków. 
Po tym czasie otrzymam hCG, ludzką gonadotropinę kosmówkową w celu wywołania kontrolowanej owulacji (ok 8.12 - 10.12. - 12.12) i wówczas zostanie pobrane pęcherzyki oraz nasienie. 
W warunkach labo. zostaną zapłodnione i będą hodowane do 5 doby do stadium blastocysty, co zwiększa szansę zagnieżdżenia. Jest to oczywiście dodatkowo płatne ( w naszym programie w cenie)
Po 5 dobach od pobrania zapłodnione pęcherzyki zostaną umieszczone w macicy.
To w wielkim  skrócie.

Dostaliśmy skierowania na mnóstwo badań ( dla mnie 24 badania krwi, dla T. 4) Po raz pierwszy widziałam taką ilość na raz zleconych badań.)
Zostało mi pobrane 5 ampułek krwi, Połówkowi chyba 3. 
Z powodu teratozoospermii (złej morfologii plemników) od razu dostaliśmy skierowanie na badanie fragmentacji DNA nasienia. 
Oczywiście od razu okazało się że poza podstawową opłatą (10 490 zł) musimy zapłacić za to badanie 500 zł. Bo nie jest one ani refundowane, ani nie mieści się w programie.
BYc może trzeba będzie zapłacić za kilka dodatkowych badań....m in: separacja plemników

W programie na który się zdecydowaliśmy w cenie znajdują się niektóre procedury ułatwiające zapłodnienie. Jest możliwość (po wyrażeniu zgody przez lekarza koordynatora, umieszczenia w macicy 2 zarodków. Jest możliwość, że zarodki się podzielą.... Chyba jednak będziemy chcieli umieszczenia 2 ! Jeżeli oba się zagnieżdżą - będziemy zaklinać aby się nie podzieliły....
Dwa zarodki, to dwukrotnie większa szansa, że któryś się przyjmie.

Niestety okazało się, że w każdym programie w  jest TYLKO 1 PRÓBA zapłodnienia.
Przeżyłam wielki szok, bo nie wiem czemu, wydawało mi się, że są takie próby 3!
Jeżeli uda się pobrać odpowiednio dużą ilość jajeczek, i uda się je zapłodnić, jest możliwość ich zamrożenia ( w cenie) i przechowywania przez rok. Wówczas kolejne próby (rozmrożenie i transfer) kosztują ok 2000 zł. Być może to potraktowałam jako kolejne próby - nie wiem.

W każdym razie w całej procedurze, jest kilka dodatkowo płatnych możliwości zwiększenia szans na zapłodnienie.....

I jak tu, mając JEDNĄ SZANSĘ, nie zapłacić...... Takie to skurwysyństwo !

Podpisaliśmy milion zgód, umów i formularzy. Drugie tyle otrzymaliśmy do domu. Dostaliśmy się też bardzo fajny informator, przystępnie tłumaczący wszystkie etapy, zabiegi i procedury.

Przeczytałam od deski do deski. Zrozumiałam 3/4. Ale w końcu dowiedziałam się, że punkcja (pobranie jajeczek) odbywa sie długą igłą przez sklepienie pochwy.... W znieczuleniu, najczęściej miejscowym - bo po takim, po 4 godzinach możesz opuścić Klinikę.

Niestety musiałam prosić Szwagierkę o pieniądze... Od rodziców otrzymaliśmy po 5000 zł.
Szwagrostwo i ich pieniądze miały być w rezerwie... Potrzebujemy całości....

Już zaczęłam się bać....... co będzie..... grudzień ( od 13.12 do 17.12  - transfer; i 25.12 - 29.12 test sikacz lub badanie bet) będą bardzo nerwowe

W między czasie (spędziliśmy tam ok 6h) pospacerowliśmy po starym mieście. Było pięknie i miło.
Znów skradliśmy kilka romantycznych chwil tylko we dwoje