Boję się.....
Cieszę się....
Stresuję....
Nie dowierzam....
Cieszę się.....
Nic nie czuję.....
Dziś 34 dzień cyklu.
18 dzień po zapłodnieniu
13 dzień po transferze 2 zarodków (blastocyst, tak "TO" się fachowo nazywa.
Wynik badania bHCG z 3 dpt - 1,2 ml
Wynik badania BHCG w 6 dpt - 34 mlU/ml
Wynik badania bHCG w 10 dpt - 255 mlU/ml
Wynik badania bHCG z wczoraj, 12 dpt - 783 mlU/ml
Święta minęły w fajnej atmosferze....sami nie wiemy czy już można się cieszyć, czy cieszyć się dopiero na zakończenie I trymestru, czy dopiero po porodzie.
Od 12.12.2014 - dni pamiętam jak przez mgłę i to wcale nie z powodu leków....pobranie - udało się pobrać 5 komórek....
mało, to czy dużo ???? Stres...
Przez 5 dni nie wiadomo było, czy pobrane komórki uda się zapłodnić, czy przeżyją, czy będą się, one tez zapłodnione zarodki rozwijać....
W dniu transferu okazało się, że 3 z nich są świetne. W najlepszym stadium rozwoju, bardzo dobrze rokujące.
Dwa zostały podane.
I znów zaczął się stres....czy się zagnieżdżą, czy przeżyją, czy będą się rozwijać....
I najgorsze w tym wszystkim to, że człowiek nic nie czuje...
Nic z tych rzeczy co to inne piszą, że zaraz po bzykanku, mają mdłości, że śpiące, że blebleble....
Wspominałam już, że w tym przypadku fora internetowe to SAMO ZŁO ????
Ja nie czuję nic.
Pierwsze badanie - po 3 dniach, tylko po to aby sprawdzić poziom hormonów - decyzja - zwiększamy dawkę końską na dawkę mamucią...
Drugie badanie - od momentu oddania krwi do opublikowania wyniku na stronie - 3 godziny mdlącego stresu, zaciskania palców i wpatrywania się we wciąż odświeżaną stronę portalu na malutkim ekranie telefonu (dziękuję za smartfony z dostępem do internetu - paraliżujący stres odczuwałam tylko 3 godziny !!!)
Jest - 34 ... Śmiałam się i płakałam jednocześnie, najpierw radość i euforia, która natychmiast zmienia się się w paraliżujący strach, czy zagnieżdżone zarodki będą się rozwijać, czy przeżyją
I taki rollercoster przez całe święta...kolejny wynik, beta wzrosła, lekarz podczas konsultacji telefonicznej na moje pytanie, czy wynik 255 to ciąża, spokojnym głosem odpowiada, że tak , to CIĄŻA BIOCHEMICZNA....
I znów paniczny strach ściska mi gardło, bo to hasło kojarzy mi sie tylko z poronieniami...
Lekarz tłumaczy tonem znużonym (przecież dla niego, to oczywiste, dla mnie też POWINNO być oczywiste), że ciążą biochemiczna nazywa się ciąże wykrytą tylko za pomocą hormonów z surowicy, niepotwierdzoną badaniem USG z wykrytym pęcherzykiem ciążowym.
Niby wytłumaczył - fora internetowe to SAMO ZŁO, hasło ciąża biochemiczna kojarzyć mi się już zawsze będzie z ciążą zagrożoną...
W domu płacz, stres....
Tym razem zmolestowałam w niedzielę mojego lekarza, wprosiłam się na kolejne badanie bHCG po 24 godzinach.
Po prostu musiałam się przekonać, że przyrasta, bo póki co tylko to oznacza prawidłowy rozwój pęcherzyka.
Przyrost jest, ładny, duży.....na usg pęcherzyk jeszcze niewidoczny, ale jest na zbyt szybko, to dopiero maksymalnie 9 dzień od zagnieżdżenia, a minimalnie 7 dzień. Zbyt szybko
Mam nadzieję że tym razem wytrzymam w spokoju do 05.01. 2015 i wizyty z USG w Klinice, mam nadzieję, że pęcherzyk będzie widoczny....
Normalnie rodzice zaczynają martwić się o swoje dzieci trochę później...
Kiedy czuję ból brzucha to się martwię, jeszcze bardziej się martwię kiedy brzuch mnie nie boli....
Pan Mąż odczuwa do bardzo podobnie, stresujemy się oboje, choć on stara się być tym, który mnie uspokaja, jak mam prawo do panikowania, on nie :)
Człowiek, dla upragnionego szczęścia jest w stanie przeżyć wiele...
wtorek, 30 grudnia 2014
czwartek, 11 grudnia 2014
12.12.2014 - pick-up
Podczas wczorajszej wizyty u lekarza, okazało się, że jednak zdrowa jestem jak koń ( a może klacz -rozpłodowa ;) )
Wyniki badań - super, parametry hormonów prawidłowo przyrosły.
Usg jajników super. Jajniki są, pęcherzyki są, urosły - więc
w "piątek" , godz 10 "PICK-UP"
Teraz czas dzielimy na ten "przed piątkiem", "piątek" i "po piątku" !
Znów dostałam stertę recept.
Kilka do wykupienia od razu, kilka na piątek a jeszcze kilka , na po piątku.
Lekarz wypisał refundowane leki, ale niestety końska dawka luteiny "dowcipnej" nie jest przez polski rząd refundowana i takim oto sposobem, za ten tę ilość i dawkę leku, jaka będzie nam potrzebna zapłaciliśmy 360 zł.
Dostałam tez Pregnyl - zastrzyk na wywołanie kontrolowanej owulacji, który musiałam przyjąć o 22 w środę. Zastrzyk oczywiście musiałam sobie sama przygotować i sama podać.
Wielką strzykawką w mój zmasakrowany brzuch.
Każdy nowy lek, zwłaszcza w zastrzyku wywołuje u mnie napady stresu. Łapy trzęsły mi się, jak alkoholikowi w końcowej fazie delirium tremens...
Jak w takich warunkach przygotować i podać lek ???? Przede wszystkim - szybko.
Do godziny 22 czas dłużył się niemiłosiernie. W normalny wieczór dawno oddalibyśmy się z Panem Mężem w objęcia Morfeusza, a spowici byliśmy objęciami stressssu.
Pan Mąż dzielnie czekał ze mną na godzinę W, wspierając mnie mentalnie, z lekka czasem tylko pochrapując :)
Chwilowo mam już dość dolegliwości brzuszno-odbytowych.
Od kilku dni, brzuch boli mnie bez przerwy, promieniując do pleców i łopatek,
chwilami kłując i masakrując bok i jajniki rozgrzaną igłą...
Wytrzymać jeszcze tylko do jutra...
Mam nadzieję, że po pobraniu moje dolegliwości odejdą w zapomnienie.
Gdzieś za rogiem czai się stres ze strachem....czy pobrane pęcherzyki uda się zapłodnić, czy one przeżyją i będą się rozwijać prawidłowo.....
U niektórych strach i niepokój o zdrowie dzieci zaczyna się jakiś czas po poczęciu, podczas ciąży.
U nas zaczyna się dużo wcześniej.
Wyniki badań - super, parametry hormonów prawidłowo przyrosły.
Usg jajników super. Jajniki są, pęcherzyki są, urosły - więc
w "piątek" , godz 10 "PICK-UP"
Teraz czas dzielimy na ten "przed piątkiem", "piątek" i "po piątku" !
Znów dostałam stertę recept.
Kilka do wykupienia od razu, kilka na piątek a jeszcze kilka , na po piątku.
Lekarz wypisał refundowane leki, ale niestety końska dawka luteiny "dowcipnej" nie jest przez polski rząd refundowana i takim oto sposobem, za ten tę ilość i dawkę leku, jaka będzie nam potrzebna zapłaciliśmy 360 zł.
Dostałam tez Pregnyl - zastrzyk na wywołanie kontrolowanej owulacji, który musiałam przyjąć o 22 w środę. Zastrzyk oczywiście musiałam sobie sama przygotować i sama podać.
Wielką strzykawką w mój zmasakrowany brzuch.
Każdy nowy lek, zwłaszcza w zastrzyku wywołuje u mnie napady stresu. Łapy trzęsły mi się, jak alkoholikowi w końcowej fazie delirium tremens...
Jak w takich warunkach przygotować i podać lek ???? Przede wszystkim - szybko.
Do godziny 22 czas dłużył się niemiłosiernie. W normalny wieczór dawno oddalibyśmy się z Panem Mężem w objęcia Morfeusza, a spowici byliśmy objęciami stressssu.
Pan Mąż dzielnie czekał ze mną na godzinę W, wspierając mnie mentalnie, z lekka czasem tylko pochrapując :)
Chwilowo mam już dość dolegliwości brzuszno-odbytowych.
Od kilku dni, brzuch boli mnie bez przerwy, promieniując do pleców i łopatek,
chwilami kłując i masakrując bok i jajniki rozgrzaną igłą...
Wytrzymać jeszcze tylko do jutra...
Mam nadzieję, że po pobraniu moje dolegliwości odejdą w zapomnienie.
Gdzieś za rogiem czai się stres ze strachem....czy pobrane pęcherzyki uda się zapłodnić, czy one przeżyją i będą się rozwijać prawidłowo.....
U niektórych strach i niepokój o zdrowie dzieci zaczyna się jakiś czas po poczęciu, podczas ciąży.
U nas zaczyna się dużo wcześniej.
wtorek, 9 grudnia 2014
akcja trwa
Minęło tak wiele czasu, tak wiele się wydarzyło.
Tyle razy odwiedziliśmy klinikę, że chyba nie jestem tych wszystkich razów, w stanie zliczyć.
Wykupiliśmy program All Inclusiv mini (w pakiecie nie ma leków do stymulacji - leki są refundowane)
03.11 otrzymałam receptę na lek antykoncepcyjny Ovulastan - 21 tabletek (cena ok 12 zł), w celu uspokojenia jajników, potem po 14 dniach, podczas kolejnej wizyty zostały mi zapisane kolejne leki
Gonapeptyl w zastrzyku co 2 dni, aby zapobiec niekontrolowanej owulacji
Leki anty i zastrzyki robione samemu w brzuch, spowodowały, że czuję się średnio.
Mam okropne mdłości, bóle głowy, huśtawki nastroju, co w zasadzie nie jest dla mnie nowe, ale odczucia są bardziej intensywne. Wkurzam się z prędkością huraganu.
Staram się nad sobą panować, ale czasem nie daję rady. Najgorzej jest w pracy - przedstawiciele handlowi, różni fachoffffcy - którzy w normalnej sytuacji doprowadzają mnie do szefskiej pasji, teraz wywołują we mnie uczucia zgoła mordercze.
Jeżeli to się nie skończy, w końcu komuś przegryzę aortę.
Biedy Pan Mąż - musi znosić moje nerwy.
najgorsze jest chyba jednak rozkojarzenie. Jestem wg, słów Pana Męża "roztrzepana jak jajo na jajecznicę"
Czasem miotam się jak szalona, co chwilę o czymś zapominając....
Dla mnie to wielkie wyzwanie, niestety mój perfekcjonizm doprowadza mnie do podwójnej rozpaczy.
Same wizyty w Klinice, też są bardzo stresujące. Czeka człowiek w kolejkach, bo panie rejestratorki, zapisują ludzi do lekarzy w dniach zabiegowych, pomiędzy zabiegami.
Jak wiadomo, wystarczy chwila poślizgu podczas zabiegu (co jest w zasadzie na porządku dziennym - zabiegi rządzą się swoimi prawami) i człowiek czeka godzinami.
Każda wizyta w Klinice rozpoczyna się od oddania krwi do badań. Na wyniki czeka się 3,5 h, więc musimy tak organizować przyjazd, aby być minimum 3,5 godziny wcześniej przed wizytą.
Potem się człowiek szwęda po mieście, pół biedy, jak jest ładna pogoda, co w listopadzie i grudniu ma miejsce niezwykle rzadko,łazimy więc po okolicznych galeriach, a w ślad za nami łażą ochroniarze, pewnie myśląc, że mamy zamiar obrobić, któryś z butików.
01.12 grudnia, na wizycie odbyło się USG, które nie wykazało, żadnych patologicznych zmian w moim organizmie.
Wszystko jest ok, oczywiście wszelkim zabiegom, badaniom, zastrzykom poddawana jestem ja.
Pan Mąż tylko mi towarzyszy....
Zresztą wszędzie wołają tylko mnie...tak, jak gdyby on nie był im do niczego potrzebny...
Dostałam kolejny lek, tym razem rozpoczęliśmy stymulacje, aby jajniki wytworzyły jak najwięcej pęcherzyków.
Jest to kolejny lek w zastrzyku - Menopur 150 jednostek. Podawany codziennie w brzuch.
Brzuch pocięty mam jak sitko...
Na szczęście po otrzymaniu recepty - udało mi się zachować przytomność umysłu i spytałam, gdzie można kupić owe leki, bo jakoś nie wydaje mi się, abym dostała je w swoim mieście w sieciowej aptece.
Klinika ma swoją aptekę, w której można otrzymać wszystkie leki.
Przy wykupowaniu recepty stałam zatrwożona, kiedy pani nabijała lek na kasę - 1600 zł.
Cena zaporowa za 6 zastrzyków. Na szczęście lek mamy refundowany, więc ostatecznie zapłaciliśmy 300 zł.
Przez tydzień kłułam swój brzuch 2 razy dziennie. Jeden zastrzyk rano, drugi wieczorem.
I tym razem rozpoczęła się jazda....boli mnie na zmianę brzuch z plecami. Huśtawki nastroju osiągnęły apogeum (mam nadzieję ), ryczę jadąc do pracy, bo w radio nadali sentymentalną piosenkę.
Wkurw też osiąga apogeum - bardzo łatwo wyprowadzić mnie z równowagi, do tego mega mdłości - i mamy mieszankę wybuchową.
Wczoraj odbyła się kolejna wizyta, byliśmy oboje z Panem Mężem zestresowani - nocka nieprzespana - chyba zaczynamy się przejmować.
Tym razem mieliśmy na USG dowiedzieć się jak organizm reaguje na stymulacje.
Te kilkanaście minut przed gabinetem, ucisk stresu na jelito grube i cienkie, rozwolnieniowy ból brzucha....
i w końcu USG.
W Prawym jajniku 3 pęcherzyki (9-12 mm), w lewym 5 pęcherzyków (10-14 mm) endometrium ładne 8 mm
Pani doktor zadowolona, chociaż lewy jajnik schował sie przed nią gdzieś za macicą....
Podczas badania ból był ogromny, z bólu zostałam uniesiona na głowicy usg, tak, że lewitowałam nad fotelem.....
upociłam się z bólu i z nerwów...ale co tam.
Najważniejsze, że pęcherzyki są w ilości 8 szt!!!
Są jeszcze zbyt małe na pobranie, dostałam więc kolejną, zwiększoną dawkę leku na stymulację.
Zaś przepuściliśmy mnóstwo kasy w aptece.
Na chwilę obecną jeszcze 4 zastrzyki przede mną.
W środę, czyli już jutro kolejna wizyta kontrolna i w piątek pobranie.
Po wieczornym zastrzyku, dziś rano nie wiedziałam co mnie bardziej boli, brzuch, jajniki czy plecy.
Ale w tym przypadku, ból to dobry znak.
Znak, że coś się dzieje.
Oby do piątku....
Potem zacznie się STRESSSS!!!!!
Tyle razy odwiedziliśmy klinikę, że chyba nie jestem tych wszystkich razów, w stanie zliczyć.
Wykupiliśmy program All Inclusiv mini (w pakiecie nie ma leków do stymulacji - leki są refundowane)
03.11 otrzymałam receptę na lek antykoncepcyjny Ovulastan - 21 tabletek (cena ok 12 zł), w celu uspokojenia jajników, potem po 14 dniach, podczas kolejnej wizyty zostały mi zapisane kolejne leki
Gonapeptyl w zastrzyku co 2 dni, aby zapobiec niekontrolowanej owulacji
Leki anty i zastrzyki robione samemu w brzuch, spowodowały, że czuję się średnio.
Mam okropne mdłości, bóle głowy, huśtawki nastroju, co w zasadzie nie jest dla mnie nowe, ale odczucia są bardziej intensywne. Wkurzam się z prędkością huraganu.
Staram się nad sobą panować, ale czasem nie daję rady. Najgorzej jest w pracy - przedstawiciele handlowi, różni fachoffffcy - którzy w normalnej sytuacji doprowadzają mnie do szefskiej pasji, teraz wywołują we mnie uczucia zgoła mordercze.
Jeżeli to się nie skończy, w końcu komuś przegryzę aortę.
Biedy Pan Mąż - musi znosić moje nerwy.
najgorsze jest chyba jednak rozkojarzenie. Jestem wg, słów Pana Męża "roztrzepana jak jajo na jajecznicę"
Czasem miotam się jak szalona, co chwilę o czymś zapominając....
Dla mnie to wielkie wyzwanie, niestety mój perfekcjonizm doprowadza mnie do podwójnej rozpaczy.
Same wizyty w Klinice, też są bardzo stresujące. Czeka człowiek w kolejkach, bo panie rejestratorki, zapisują ludzi do lekarzy w dniach zabiegowych, pomiędzy zabiegami.
Jak wiadomo, wystarczy chwila poślizgu podczas zabiegu (co jest w zasadzie na porządku dziennym - zabiegi rządzą się swoimi prawami) i człowiek czeka godzinami.
Każda wizyta w Klinice rozpoczyna się od oddania krwi do badań. Na wyniki czeka się 3,5 h, więc musimy tak organizować przyjazd, aby być minimum 3,5 godziny wcześniej przed wizytą.
Potem się człowiek szwęda po mieście, pół biedy, jak jest ładna pogoda, co w listopadzie i grudniu ma miejsce niezwykle rzadko,łazimy więc po okolicznych galeriach, a w ślad za nami łażą ochroniarze, pewnie myśląc, że mamy zamiar obrobić, któryś z butików.
01.12 grudnia, na wizycie odbyło się USG, które nie wykazało, żadnych patologicznych zmian w moim organizmie.
Wszystko jest ok, oczywiście wszelkim zabiegom, badaniom, zastrzykom poddawana jestem ja.
Pan Mąż tylko mi towarzyszy....
Zresztą wszędzie wołają tylko mnie...tak, jak gdyby on nie był im do niczego potrzebny...
Dostałam kolejny lek, tym razem rozpoczęliśmy stymulacje, aby jajniki wytworzyły jak najwięcej pęcherzyków.
Jest to kolejny lek w zastrzyku - Menopur 150 jednostek. Podawany codziennie w brzuch.
Brzuch pocięty mam jak sitko...
Na szczęście po otrzymaniu recepty - udało mi się zachować przytomność umysłu i spytałam, gdzie można kupić owe leki, bo jakoś nie wydaje mi się, abym dostała je w swoim mieście w sieciowej aptece.
Klinika ma swoją aptekę, w której można otrzymać wszystkie leki.
Przy wykupowaniu recepty stałam zatrwożona, kiedy pani nabijała lek na kasę - 1600 zł.
Cena zaporowa za 6 zastrzyków. Na szczęście lek mamy refundowany, więc ostatecznie zapłaciliśmy 300 zł.
Przez tydzień kłułam swój brzuch 2 razy dziennie. Jeden zastrzyk rano, drugi wieczorem.
I tym razem rozpoczęła się jazda....boli mnie na zmianę brzuch z plecami. Huśtawki nastroju osiągnęły apogeum (mam nadzieję ), ryczę jadąc do pracy, bo w radio nadali sentymentalną piosenkę.
Wkurw też osiąga apogeum - bardzo łatwo wyprowadzić mnie z równowagi, do tego mega mdłości - i mamy mieszankę wybuchową.
Wczoraj odbyła się kolejna wizyta, byliśmy oboje z Panem Mężem zestresowani - nocka nieprzespana - chyba zaczynamy się przejmować.
Tym razem mieliśmy na USG dowiedzieć się jak organizm reaguje na stymulacje.
Te kilkanaście minut przed gabinetem, ucisk stresu na jelito grube i cienkie, rozwolnieniowy ból brzucha....
i w końcu USG.
W Prawym jajniku 3 pęcherzyki (9-12 mm), w lewym 5 pęcherzyków (10-14 mm) endometrium ładne 8 mm
Pani doktor zadowolona, chociaż lewy jajnik schował sie przed nią gdzieś za macicą....
Podczas badania ból był ogromny, z bólu zostałam uniesiona na głowicy usg, tak, że lewitowałam nad fotelem.....
upociłam się z bólu i z nerwów...ale co tam.
Najważniejsze, że pęcherzyki są w ilości 8 szt!!!
Są jeszcze zbyt małe na pobranie, dostałam więc kolejną, zwiększoną dawkę leku na stymulację.
Zaś przepuściliśmy mnóstwo kasy w aptece.
Na chwilę obecną jeszcze 4 zastrzyki przede mną.
W środę, czyli już jutro kolejna wizyta kontrolna i w piątek pobranie.
Po wieczornym zastrzyku, dziś rano nie wiedziałam co mnie bardziej boli, brzuch, jajniki czy plecy.
Ale w tym przypadku, ból to dobry znak.
Znak, że coś się dzieje.
Oby do piątku....
Potem zacznie się STRESSSS!!!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)