piątek, 26 września 2014

10 dni.....długi miesiąc i czarna d....

Do wizyty w Klinice już bardzo niewiele czasu.
Dokładnie 10 dni....

Życie zawsze coś skomplikuje..... Od lat, cykle regularne jak w zegarku....jak co miesiąc odwiedzałam mego doktorka Karolka w celu podglądnięcia jak tam mają się jajeczka...... a dokładniej to jedno!
A temu się nie spieszyło.....zaliczyłam dokładnie 5 wizyt. Pęcherzyk dojrzał do gigantycznych 27 mm.
Dziś okazało się, że w końcu pękł, doktorek paczał w ten ekran, jak gdyby oglądał wciągający film akcji, nie wytrzymałam i uśmiałam się do łez.
W każdym razie owulacja była tym razem aż w 21 dniu cyklu ( może to wina leków, które przyjmuję na zbyt wysoką prolaktynę....)
Oczywiście rejestrując się do kliniki, wyliczyliśmy, aby wizyta wypadła w 2 dc.... To sie może jednak nie udać....
Jestem zdeterminowana.... Jedziemy, komplet dokumentów gotowy (jeszcze tylko ksero dokumentacji dot. jednej spapranej inseminacji)

Wykonaliśmy w tym miesiącu kawał roboty, długi cykl i codziennie miałam nadzieję, że to dzień wielkiego pęknięcia...więc i bzzzyku było sporo. Celowo nie piszę, że było fajnie, bo im głębiej w las, tym więcej przymusu. 
Młodości, czemu nie może być jak 10 lat temu ? Przyjemność i beztroska....
Szkoda gadać
ostatni wyjazd weekendowy, nadużycie przeze mnie alkoholu, rozluźnienie...wszystko było tylko dla mojej satysfakcji.
Dzięki temu spędziliśmy cudowny weekend, zwiedziliśmy fajne muzeum, nasyciliśmy oczy...
Poznaliśmy świetnych ludzi..... 

A to, że, cała robota na nic............. Małż wściekły, odebrał dziś swoje wyniki.....
                              ....................

Czarna d..... Wyniki marne, dużo gorsze niż pierwsze, które już wtedy nie były najlepsze....
Wg słów Karolka, szanse na zapłodnienie naturalne niewielkie. Mała liczba wojowników, to nie największy problem, ponieważ ich liczbę można farmakologicznie zwiększyć ( sterydy,hormony itp...), pytanie tylko z jakim rezultatem. Sztucznie naładowane....
Największym problemem jest znikoma liczba prawidłowo zbudowanych żołnierzy.


Naszła mnie myśl, że mój organizm chyba jednak działam bardzo poprawnie, nie dopuszczając do siebie uszkodzonych osobników. 

Natura to cudowna istota. Całe szczęście, że medycyna potrafi zrobić naturę na szaro. Po odpowiedniej selekcji z milionów zostanie wyłowione TE kilka zdrowych.

Paradoksalnie, chyba ucieszył mnie ten wynik. Jest tak paskudny, że łapiemy się na jedno z kryteriów rządowego programu in vitro. Mam szatański plan, jeżeli nie będzie to niezbędne, nie pokazywać wcześniejszych badań Małża... Bywały lepsze i chwała im.
Ja już nie chcę czekać na CUD NATURY.
Nie wierzę, że uda nam się począć naturalnie
Chcę, aby lekarze wzięli sprawy w swoje ręce, aby zbadali, wyciągnęli co potrzebują i umieścili co trzeba,tam gdzie trzeba. Chcę aby ktoś zdjął problem z mojej głowy.
Po tym wszystkim co przeszłam, nie boję się niczego, poza nieprzyjęciem nas do programu.

Odliczam czas... 10 dni


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz