Podczas wczorajszej wizyty u lekarza, okazało się, że jednak zdrowa jestem jak koń ( a może klacz -rozpłodowa ;) )
Wyniki badań - super, parametry hormonów prawidłowo przyrosły.
Usg jajników super. Jajniki są, pęcherzyki są, urosły - więc
w "piątek" , godz 10 "PICK-UP"
Teraz czas dzielimy na ten "przed piątkiem", "piątek" i "po piątku" !
Znów dostałam stertę recept.
Kilka do wykupienia od razu, kilka na piątek a jeszcze kilka , na po piątku.
Lekarz wypisał refundowane leki, ale niestety końska dawka luteiny "dowcipnej" nie jest przez polski rząd refundowana i takim oto sposobem, za ten tę ilość i dawkę leku, jaka będzie nam potrzebna zapłaciliśmy 360 zł.
Dostałam tez Pregnyl - zastrzyk na wywołanie kontrolowanej owulacji, który musiałam przyjąć o 22 w środę. Zastrzyk oczywiście musiałam sobie sama przygotować i sama podać.
Wielką strzykawką w mój zmasakrowany brzuch.
Każdy nowy lek, zwłaszcza w zastrzyku wywołuje u mnie napady stresu. Łapy trzęsły mi się, jak alkoholikowi w końcowej fazie delirium tremens...
Jak w takich warunkach przygotować i podać lek ???? Przede wszystkim - szybko.
Do godziny 22 czas dłużył się niemiłosiernie. W normalny wieczór dawno oddalibyśmy się z Panem Mężem w objęcia Morfeusza, a spowici byliśmy objęciami stressssu.
Pan Mąż dzielnie czekał ze mną na godzinę W, wspierając mnie mentalnie, z lekka czasem tylko pochrapując :)
Chwilowo mam już dość dolegliwości brzuszno-odbytowych.
Od kilku dni, brzuch boli mnie bez przerwy, promieniując do pleców i łopatek,
chwilami kłując i masakrując bok i jajniki rozgrzaną igłą...
Wytrzymać jeszcze tylko do jutra...
Mam nadzieję, że po pobraniu moje dolegliwości odejdą w zapomnienie.
Gdzieś za rogiem czai się stres ze strachem....czy pobrane pęcherzyki uda się zapłodnić, czy one przeżyją i będą się rozwijać prawidłowo.....
U niektórych strach i niepokój o zdrowie dzieci zaczyna się jakiś czas po poczęciu, podczas ciąży.
U nas zaczyna się dużo wcześniej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz