Minęło tak wiele czasu, tak wiele się wydarzyło.
Tyle razy odwiedziliśmy klinikę, że chyba nie jestem tych wszystkich razów, w stanie zliczyć.
Wykupiliśmy program All Inclusiv mini (w pakiecie nie ma leków do stymulacji - leki są refundowane)
03.11 otrzymałam receptę na lek antykoncepcyjny Ovulastan - 21 tabletek (cena ok 12 zł), w celu uspokojenia jajników, potem po 14 dniach, podczas kolejnej wizyty zostały mi zapisane kolejne leki
Gonapeptyl w zastrzyku co 2 dni, aby zapobiec niekontrolowanej owulacji
Leki anty i zastrzyki robione samemu w brzuch, spowodowały, że czuję się średnio.
Mam okropne mdłości, bóle głowy, huśtawki nastroju, co w zasadzie nie jest dla mnie nowe, ale odczucia są bardziej intensywne. Wkurzam się z prędkością huraganu.
Staram się nad sobą panować, ale czasem nie daję rady. Najgorzej jest w pracy - przedstawiciele handlowi, różni fachoffffcy - którzy w normalnej sytuacji doprowadzają mnie do szefskiej pasji, teraz wywołują we mnie uczucia zgoła mordercze.
Jeżeli to się nie skończy, w końcu komuś przegryzę aortę.
Biedy Pan Mąż - musi znosić moje nerwy.
najgorsze jest chyba jednak rozkojarzenie. Jestem wg, słów Pana Męża "roztrzepana jak jajo na jajecznicę"
Czasem miotam się jak szalona, co chwilę o czymś zapominając....
Dla mnie to wielkie wyzwanie, niestety mój perfekcjonizm doprowadza mnie do podwójnej rozpaczy.
Same wizyty w Klinice, też są bardzo stresujące. Czeka człowiek w kolejkach, bo panie rejestratorki, zapisują ludzi do lekarzy w dniach zabiegowych, pomiędzy zabiegami.
Jak wiadomo, wystarczy chwila poślizgu podczas zabiegu (co jest w zasadzie na porządku dziennym - zabiegi rządzą się swoimi prawami) i człowiek czeka godzinami.
Każda wizyta w Klinice rozpoczyna się od oddania krwi do badań. Na wyniki czeka się 3,5 h, więc musimy tak organizować przyjazd, aby być minimum 3,5 godziny wcześniej przed wizytą.
Potem się człowiek szwęda po mieście, pół biedy, jak jest ładna pogoda, co w listopadzie i grudniu ma miejsce niezwykle rzadko,łazimy więc po okolicznych galeriach, a w ślad za nami łażą ochroniarze, pewnie myśląc, że mamy zamiar obrobić, któryś z butików.
01.12 grudnia, na wizycie odbyło się USG, które nie wykazało, żadnych patologicznych zmian w moim organizmie.
Wszystko jest ok, oczywiście wszelkim zabiegom, badaniom, zastrzykom poddawana jestem ja.
Pan Mąż tylko mi towarzyszy....
Zresztą wszędzie wołają tylko mnie...tak, jak gdyby on nie był im do niczego potrzebny...
Dostałam kolejny lek, tym razem rozpoczęliśmy stymulacje, aby jajniki wytworzyły jak najwięcej pęcherzyków.
Jest to kolejny lek w zastrzyku - Menopur 150 jednostek. Podawany codziennie w brzuch.
Brzuch pocięty mam jak sitko...
Na szczęście po otrzymaniu recepty - udało mi się zachować przytomność umysłu i spytałam, gdzie można kupić owe leki, bo jakoś nie wydaje mi się, abym dostała je w swoim mieście w sieciowej aptece.
Klinika ma swoją aptekę, w której można otrzymać wszystkie leki.
Przy wykupowaniu recepty stałam zatrwożona, kiedy pani nabijała lek na kasę - 1600 zł.
Cena zaporowa za 6 zastrzyków. Na szczęście lek mamy refundowany, więc ostatecznie zapłaciliśmy 300 zł.
Przez tydzień kłułam swój brzuch 2 razy dziennie. Jeden zastrzyk rano, drugi wieczorem.
I tym razem rozpoczęła się jazda....boli mnie na zmianę brzuch z plecami. Huśtawki nastroju osiągnęły apogeum (mam nadzieję ), ryczę jadąc do pracy, bo w radio nadali sentymentalną piosenkę.
Wkurw też osiąga apogeum - bardzo łatwo wyprowadzić mnie z równowagi, do tego mega mdłości - i mamy mieszankę wybuchową.
Wczoraj odbyła się kolejna wizyta, byliśmy oboje z Panem Mężem zestresowani - nocka nieprzespana - chyba zaczynamy się przejmować.
Tym razem mieliśmy na USG dowiedzieć się jak organizm reaguje na stymulacje.
Te kilkanaście minut przed gabinetem, ucisk stresu na jelito grube i cienkie, rozwolnieniowy ból brzucha....
i w końcu USG.
W Prawym jajniku 3 pęcherzyki (9-12 mm), w lewym 5 pęcherzyków (10-14 mm) endometrium ładne 8 mm
Pani doktor zadowolona, chociaż lewy jajnik schował sie przed nią gdzieś za macicą....
Podczas badania ból był ogromny, z bólu zostałam uniesiona na głowicy usg, tak, że lewitowałam nad fotelem.....
upociłam się z bólu i z nerwów...ale co tam.
Najważniejsze, że pęcherzyki są w ilości 8 szt!!!
Są jeszcze zbyt małe na pobranie, dostałam więc kolejną, zwiększoną dawkę leku na stymulację.
Zaś przepuściliśmy mnóstwo kasy w aptece.
Na chwilę obecną jeszcze 4 zastrzyki przede mną.
W środę, czyli już jutro kolejna wizyta kontrolna i w piątek pobranie.
Po wieczornym zastrzyku, dziś rano nie wiedziałam co mnie bardziej boli, brzuch, jajniki czy plecy.
Ale w tym przypadku, ból to dobry znak.
Znak, że coś się dzieje.
Oby do piątku....
Potem zacznie się STRESSSS!!!!!
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńLeemonciu kochana jestem pewna, że te wszystkie okropne rzeczy, które teraz znosisz zostaną Ci wynagrodzone mdłościami ciążowymi a po 9 miesiącach permanentnym niewyspaniem ;) Jestem z Tobą babolku myślami i z całych sił zaciskam kciuki. Wytrwaj i nie zamorduj nikogo bo chyba nie chcesz rodzić w pierdlu nie? Buziaki
OdpowiedzUsuńDzięki.
OdpowiedzUsuńJa też mam nadzieję, że te dolegliwości zmienią się w te ciążowe.
Każde wsparcie bardzo mile widziane, dziękuję więc za kciuki i pozytywne myśli.
Pozdrawiam